dziewczyna w asanie jogi bhujapidasanie

Ashtanga. Tu zaczyna się praktyka.

“Osiem gałęzi” praktyki jogi.

8 ścieżek praktyki do oświecenia (Samadhi) według jogasutr starożytnego mędrca Patandżaliego. Praktyk znanych z Hatha Jogi, z Vinyasy, będących uniwersalnymi zasadami, nie tylko regularności w ćwiczeniach fizycznych dla zachowania dobrej kondycji wraz z długowiecznością, lecz także dla oczyszczania ciała, higieny osobistej oraz mentalnej, zdrowia psychicznego, zasad moralnych i postępowania między ludźmi, oraz życia w zgodzie z samym sobą. Dobry oddech, medytacja, wycofanie uwagi do wewnątrz, stan uwolnienia umysłu, oświecenia. Te wszystkie elementy składają się na całość praktyki jogi, na podążanie jej ścieżka przez całe życie.

Czy osiągnięcie stanu Samadhi jest realne?

Na tym, pięknym świecie, istnieli nauczyciele=mistrzowie jogi, którzy dożyli oświecenia. W naszych czasach takie osoby również, gdzieś na pewno, stąpają mocno po gruncie. Jednak widzę, że osiągnięcie oświecenie, dla współczesnego nauczyciela jogi, stanowi nie lada wyzwanie. Większość ludzi daje się porwać emocjom i destrukcyjnym uczuciom takim jak: uleganie złość, zazdrość, ocenianie, narzucanie własnej woli innym, nakładanie presji na siebie i pozostałych, gonienie za nadmiarem w życiu tu nie chodzi tylko o konsumpcjonizm i za dużo rzeczy, lecz również dziki wyścig po wiedzę, kursy, walkę o “klienta”, sławę i godne podziwu uprawnienia. Dla mnie to taka mała gra “o tron” oraz popularność. Nie tego szukałam w mistrzu. Tylko ciszy, spokoju, zrozumienia, rozwagi, neutralności, mądrości, bycia na równi z drugim człowiekiem bez porównywania. W czasach konsumpcjonizmu ludzie o tym często zapominają. Nie wszystko jest “na pokaz”, a to co szczere i prawdziwe często nie jest, gdyż ukryte. Myślę, że prawdziwy “mistrz” w dzisiejszych czasach, to człowiek skromny, spokojny, umiejętnie dobierający asany, i uczący ich dobierania, u swoich uczniów, tak by nie zrobić im na siłę krzywdy (kontuzji). To osoba rozumiejąca blokady w ciele drugiego człowieka, i pokazująca, że joga i Samadhi to nie wyśrubowanie na siłę akrobatycznej techniki w każdej asanie. A foty z jogi są fajne, ale nie o to w tym wszystkim chodzi, żeby ładnie na nich wyglądać. Joga to stan ducha w każdym momencie życia, nawet w dresie czy piżamie, z brudnymi włosami, kocem zamiast maty, pokoikiem mającym 2m na 2m. Wszędzie jest praktyka, bez fleszów i czerwonego dywanu.

Delikatność w praktyce Ashtangi

Prawdziwa sattwiczna delikatność w nauczaniu, to powolnie “roztapianie” blokad u uczniów, nauczenie go jak szanować własne, naturalne ograniczenia, i jak za pomocą asan poprawić funkcjonowanie swojego ciała, a nie “wyciskanie” idealnej pozycji w sposób wręcz brutalny. Jeśli słyszę, że jakiś nauczyciel za mocno się docisnął, by wyrobić swój ideał, i zrobił sobie “kuku” w postaci kontuzji, to unikam lekcji u niego. Sporo nauczycieli ma kontuzje po za mocno śrubowanych efektach. Ja wolę “czerpać łyżeczkami a nie chochlami” z życia. Może długo jeszcze, moje ciało będzie pozamykane, i nie wykonam w pełni pozycji Laghu Vajrasany lub Kapotasany, ale praktyka ma być drogą, płynnością, bez bólu. Nasze mięśnie, tkanki powięziowe, mają być jak strumień wody, który powoli i z gracją, płynie. Szanuję moje kolana i biodra. Szanuje odcinek szyjny kręgosłupa, nadgarstki, łokcie. Zrobię następny krok jak w odpowiednim czasie. Moje ciało mi to powie, a moja głowa będzie gotowa, w pełni skoncentrowana.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *